30 maja 2017

05. Krop­la drąży skałę

- W końcu się obudziłaś.

Aurea jęknęła przeciągle, przewracając z boku na plecy i przecierając ze znużeniem powieki. Gdy w końcu otworzyła oczy zobaczyła nad sobą sufit, zdecydowanie wyższy niż ten na Charonie. Czuła nieprzyjemny ból, gdy oparła się łokciami i rozejrzała wokół. Tavia siedziała przy toaletce, kończąc pleść warkocza i upinając go na boku.

- Czy my spałyśmy… tutaj? – uniosła brwi, bo ostatnim co pamiętała to ich wspólny płacz oraz kulenie obok siebie na podłodze. Wciąż leżała na miękkim dywanie, który widocznie posłużył im tej nocy jako łóżko. Tavia zarumieniła się siarczyście, przytakując oraz przyglądając uważnie swoim dłoniom.

- Wybacz, Aureo. Zapewne marzył ci się przyjemny sen na miękkim łóżku, a przeze mnie… skończyłaś na podłodze. – zmarszczyła brwi kończąc zdanie i cicho wzdychając. – Chociaż na śniadanie się nie spóźnimy.

- Śniadanie. – wypowiadając już to słowo usłyszała głośny odezw jej brzucha, który upominał się o posiłek. Poderwała się do góry, zrzucając szlafrok i podchodząc do szafy, w której zapewne schowano dla niej ubrania. – Nie martw się, Tavio, spałam w gorszych miejscach niż ciepły pokój i podłoga.

- To doprawdy niepokojące, że musiałaś się borykać z takimi… epizodami. – mruknęła, zerkając przez ramię i robiąc wielkie oczy. – Aureo, to nie…

Jednak nim skończyła mówić ta zdążyła otworzyć szafę. Zamarła zaskoczona, gdy zamiast sukienek podobnych do tych siostrzanych znalazła i owszem suknie, ale o wiele mniejsze. Wyciągnęła jedną z kreacji, która pasowałaby do niej jako dziecka, ale nie teraz. Dopiero po chwili zrozumiała, że to prawdopodobnie naprawdę były jej ubrania. Nikt się nie pomylił, tylko to ona nie zdążyła na czas by je włożyć. Przejechała palcem po długim rękawie, który był przyjemny w dotyku nim uniosła wzrok na nagle cichą siostrę. Tavia wpatrywała się w zawartość garderoby z dziwną miną, która mówiła sama za siebie. Te rzeczy były na pewno jej.

- Lubiłam niebieski. – szepnęła, odkładając błękitną sukienkę do środka, gdzie większość z ubrań miała taki właśnie kolor. Uśmiechnęła się z trudem, zamykając w końcu drzwiczki i opierając o nie ramieniem. – Wciąż go lubię.

- A ja? – zapytała Tavia, ale machnęła ręką nim w ogóle Aurea zdążyła się odezwać. – Chodź, Aureo, u mnie coś znajdziemy.

Dziewczyna przyglądała się drzwiom przez które przeszła właśnie jej siostra, czując żal, że nie do końca jeszcze potrafiła ją rozgryźć. Kiedyś czytały sobie niemalże w myślach, a teraz raniła ją słowami nie zdając sobie z tego nawet sprawy.

- Aureo!

Westchnęła, wychodząc do saloniku, a potem na korytarz, gdzie niecierpliwie wypatrywała ją Tavia. Przeszły obok jednych drzwi, a komnaty jej siostry były bliżej niż się spodziewała. Pierwsze pomieszczenie było równie duże co jej, podobnie umeblowane, ale ciut żywsze. Na jednym z foteli leżał gruby sweter, a w kącie para pantofli. Na stoliczku natomiast do połowy przeczytana książka oraz filiżanka z zimną już herbatą.

- Panienko?

W drzwiach pojawiły się dwie dziewczęta, inne niż wieczorem. Jedna miała kasztanowe loczki, okalające okrągłą buzię z zarumienionymi policzkami. Druga była wyższa od koleżanki o jasnych jak zboże włosach, spiętych w solidnego koka. Obie miały na sobie identyczne stroje składające się z szarych spódnic, ciemniejszej góry oraz ładnych fartuszków.

- Aureo, poznaj moje dwie dwórki. Iris oraz Pamelę, które od wielu lat mi pomagają. – Tavia wystawiła głowę z sypialni, uśmiechając do zdezorientowanych dziewczyn. – A to moja siostra bliźniaczka Aurea.

- Jesteście bardzo podobne. – szepnęła niższa, czyli Iris, spuszczając wzrok i znów mierząc z zafascynowaniem sylwetki sióstr.

- To właśnie między innymi oznacza posiadanie bliźniaczki. – zauważyła z rozbawieniem Tav, śmiejąc radośnie i machając na nie by weszły za nią. Aurea pospiesznie wypełniła polecenie, ignorując palące spojrzenia, wbijane w jej plecy. Spodziewała się, że jej powrót będzie sensacją. Pomijając fakt, że jej ojcem jest hrabia, ją wychowali piraci oraz ma siostrę bliźniaczkę, to było całkiem spokojnie. Dwie służące mało się odzywały, co niezmiernie bawiło jej siostrę, która twierdziła, że najczęściej Iris nadawała jak katarynka, a Pamela znała najświeższe ploteczki. Teraz jednak milczały, ostrożnie pomagając im założyć suknie Tavii. Aurea znów czuła się niezręcznie, rozbierając przed towarzyszkami, które wyczuwając jej dyskomfort pospiesznie narzuciły na nią halkę. Później było łatwiej, gdy nakładały na nią dość prostą sukienkę o barwie wzburzonego morza. Wsunęła dłonie w długie rękawy, wyszywane koronką oraz kończące przy nadgarstkach. Materiał w talii był luźniejszy i nie przylegał do jej brzucha, przez co, tkanina lekko się marszczuła. Dekolt był delikatny, ozdobiony doszytymi kwiatami różyczek. Od bioder po stopy niebieska sukienka opadała luźno, szeleszcząc przy najmniejszym kroku. Usiadła kolejny raz przy toaletce, kiedy Pamela chwyciła za szczotkę i rozpoczęła uplatanie jakiegoś koka.

- Ma, panienka, ładne włosy. – stwierdziła cicho, uśmiechając leciutko, gdy ich spojrzenia spotkały się w lustrze. Aurea poczuła ciepło w piersiach na te słowa, bo właśnie porównywała swój wygląd do Tavii. Czy tak by wyglądała, gdyby ponad dekadę temu nie wypadła? Miałaby lśniące pukle, mleczną cerę oraz niewinną urodę? Bez najmniejszej skazy jak siostra? Znów skierowała wzrok na bliźniaczkę, która poprawiała rękawki swojej sukienki. Ona wybrała dla siebie zieloną o podobnym do jej kroju, ale z naszytym dodatkowym materiałem na dole spódnicy. Włosy pozostały upięte w warkocza, a jej duże oczy błyszczały, gdy cicho rozmawiała z Iris. Na pierwszy rzut oka owszem niczym się nie różniły. Jednak Aurea była szczuplejsza, niezdrowo patrząc na pełniejszą sylwetkę siostry, a jej włosy wysuszone od słońca, soli i wody. Miała również ciemniejszą twarz, często wystawianą do słońca oraz krzywo ścięte, czarne włosy.

- Sama je ścinałaś? – niemalże czytając w jej myślach, Tavia stanęła obok i chwyciła jedno z krótszych pasemek. – Wyglądają jakby ktoś był pijany, gdy postanowił ci obciąć włosy.

- Luke nigdy nie miał zbyt dużego talentu. – mruknęła z uśmiechem, wiedząc, że bliźniaczka po prostu się z nią droczy. Przewróciła oczami, widząc jej minę, gdy szykowała kolejny uszczypliwy komentarz. Znów miała wrażenie, że kiedyś przeprowadzały podobną rozmowę. Może często sobie dogryzały, gdy były młodsze? Jednego była pewna. Tavia wciąż była jej bliska. Nawet po wielu latach ciszy między nimi, szybko uczyła się odczytywać jej gesty, uczucia oraz słowa na swój własny sposób. Może to bliźniacza magia?

- Później to naprawimy. – Tavia odebrała szczotkę Pameli, samej wybierając kosmyki i upinając je tak by ukryć różną długość włosów. W końcu chaos na jej głowie zniknął, a ona z lekkim zdumieniem przyglądała ładnie upiętym włosom.

Kiedy wyszły na korytarz stres na myśl o spotkaniu rodziców powrócił. Ojca. W końcu jak wyjawiła w nocy Tavia jej matka umarła jakiś czas temu. Teraz miały macochę oraz młodszego brata, jednak na pytanie o ich relację siostra jedynie wzruszyła ramionami. Jadalnia, do której się kierowały, mieściła się na dolnym piętrze między największym salonem, a inną bawialnią. Pierwszą rzeczą jaką zauważyła była lśniąca, marmurowa podłoga. Pomieszczenie było prostokątne, duże, ale nie aż tak jak sobie wyobrażała. Na środku ustawiono duży, drewniany stół, przykryty obrusem oraz naszykowanym już jedzeniem. Trzy spore okna oświetlały w przyjemny sposób pokój, a jasne ściany dodawały jeszcze więcej ciepła.

- W samą porę, moje miłe. – hrabia podniósł się z krzesła u szczytu stołu, posyłając im wesoły uśmiech i spoglądając to na jedną to na drugą. – Proszę, dołączcie.

Aurea posłusznie podeszła za siostrą, która zatrzymała się po prawej stronie ojca. Jej miejsce było tuż obok, więc bez wahania usiadła na miękkim krześle. Uniosła wzrok napotykając brązowe, ciekawskie oczy oraz szeroki uśmiech na małej buzi chłopca. Miał, jak one, czarne włosy ojca oraz jego lekko zgarbiony nos. Jednak usta były pełniejsze, różowe oraz wygięte w dziecięcym, radosnym uśmiechu. Charles.

Teraz zerknęła na kobietę, zajmującą lewą stronę ich ojca. Lady Ariana również na nią spojrzała z nieśmiałym uśmiechem na pięknej twarzy. Miała smukłą twarz z dość płaskim nosem, ale pełnymi ustami oraz sarnimi oczami. Ciemnoblond pukle sięgały jej do pasa, teraz z wplecionymi w nie kwiatkami. Wyglądała zdrowo, rześko oraz ślicznie, niczym syrena z pirackich bajek.

- Witaj, Ailin. – głos również był melodyjny, pasujący do sympatycznej aury jaką wytwarzała wokół siebie.

- Aureo. – poprawiła macochę Tavia, rzucając ojcu spojrzenie pełne nagany. Hrabia nie przejął się tym zbytnio, unosząc puchar z ciepłym naparem i upijając łyka.

- Wyspałaś się, moja droga? – zapytał ją, ignorując kolejne prychnięcie bliżej siedzącej córki.

- Tak. Ta noc była… oczyszczająca. – przytaknęła, marszcząc lekko brwi, gdy dostrzegła, że nie ma więcej nakryć. – A gdzie podział się Lord George?

- Niestety, nie dałem rady namówić go na śniadanie. Opuścił nas o świcie. – wyjaśnił jej ojciec, wskazując służbie by podeszła. Aurea wyprostowała się, kiedy wokół nich zaczęli krzątać się ludzie podsuwając tace z jedzeniem i nakładając na porcelanowe talerze różne dania. Spuściła wzrok na swoje dłonie, skubiąc rąbek obrusu by zignorować spojrzenia pełne ciekawości. Czuła się skrępowana, chociaż od małego wzbudzała duże zainteresowanie. Co innego jednak wśród piratów, starych kamratów ojca oraz jej przyjaciół, gdzie nauczyła się to ignorować, a czasem nawet wykorzystywać. Tutaj nie była na swoim terytorium wśród ludzi, których nawyków oraz zachowania nie znała.

- Jadłaś kiedyś chleb? – uniosła zaskoczona wzrok, gdy siedzący naprzeciwko jej chłopczyk zapytał ze szczerością.

- Charles. – warknęła jego matka, a hrabia zakrztusił się napojem. Tavia natomiast przewróciła oczami, unosząc dłoń do ust by ukryć uśmiech.

- Nic się nie stało. – zapewniła, chcąc oszczędzić chłopcu nieprzyjemnej kary za złe wychowanie. Uniosła brew, gryząc kawałek trzymanej bułki i wzdychając. – Jadłam, ale nigdy tak pysznego.

- Nasza Maggie robi najlepszy chleb w całej Anglii. – ogłosił z zadowoleniem chłopczyk, samemu przeżuwając spory kawałek i potakując. – A jadłaś ziemniaki?

- Kiedyś nie zostało nam nic innego przez dobry miesiąc. I dzień w dzień jedliśmy ziemniaki. – parsknęła, krzywiąc oraz kręcąc głową. – Nigdy więcej.

- Ja też nie lubię ziemniaków! – krzyknął z podekscytowaniem, a jego oczy błysnęły radością, że coś ich łączy. Aurea zerknęła niepewnie na ojca, który zmrużył powieki z politowaniem. Lady, jego żona, westchnęła z rozbawieniem, a jedynie Tavia wydawała się tym szczerze zainteresowana.

- Od kiedy, Charlie, jeśli można wiedzieć? Przed wczoraj brałeś dwie dokładki. – wypomniała mu siostra, ale chłopczyk nie przejął się tym zbytnio. – Opowiesz nam jakąś anegdotkę, Aureo?

- Z mojego pirackiego życia? – uniosła kąciki ust na żywe potakiwanie brata, o którego istnieniu nie miała pojęcia przez te lata. Domyślała się, że dziecko na pewno liczyło na pirackie walki, odważne wyczyny oraz łajdackie rabunki. Z racji jednak, że przy stole siedział również jej ojciec i macocha powstrzymała się od licznych opowiastek o jej zbójnickim życiu.

- Aureo, proszę. – powtórzył błagalnie, opierając brodę na dłoni i uśmiechając. Zrobiło jej się miło, że tak, jak Tavia, bez przeszkód zaczął używać tej wersji jej imienia. Czuła się niezręcznie, gdy padało „Ailin”.

- Nie zadręczaj siostry, Charlesie. – hrabia uniósł dłoń, gdy syn zaczął protestować, ucinając tym samym dyskusje. – Dzisiaj przyjedzie do Lilacs Manor dwóch lekarzy by cię zbadać, Aureo.

- Nie jestem chora. – odłożyła sztućce, sięgając po filiżankę, z której unosił się słodkawy zapach herbaty. Hrabia zagryzł usta, zerkając na żonę, a potem znów na nią z niespokojnym uśmiechem.

- Byłaś długo przetrzymywana w bardzo złych warunkach, Ailin. Chciałbym się upewnić, że nic ci nie dolega. – przerwał, gdy w końcu nie wytrzymała i podniosła gwałtownie. Zacisnęła dłonie w pięści, mrużąc gniewnie powieki i wbijając niezadowolony wzrok w mężczyznę. – Ailin, proszę, uspokój się.

- Mam na imię Aurea! – krzyknęła, uderzając pięścią w stół i starając uspokoić coraz bardziej rosnącą wściekłość. – Aurea. Nie Ailin. Ailin utonęła! – obróciła się na pięcie, kierując do drzwi i jeszcze raz obracając by z żalem przyjrzeć siedzącej przy stole czwórce. – I nie przytrzymywali mnie tam jak jakieś zwierzę. Uratowali mnie.


Po czym wyszła.